Mamy tę MOC

with Brak komentarzy
Pierwszy „rzut oka” na filmik (pod tekstem) i po kilku sekundach totalna dezorientacja: kim jest ta postać? Aż trudno się przyznać, ale KIEDYŚ zareagowałabym skrzywioną miną, bo wizerunek bardzo kłóciłby się z moim poczuciem estetyki. Możliwe nawet, że DAWNIEJ nie czekałabym co wydarzy się dalej. DZIŚ po chwili zawahania zobaczyłam rewolucjonistkę, pełną miłości do ludzi i życia. Obejrzałam całość z wielką przyjemnością i zdecydowałam że warto o tym napisać.

Warto pisać o odwadze i dopuszczaniu swojej mocy do głosu. Kiedy wyszłam ostatnio z kina, po filmie „Boże Ciało” targały mną emocje a głowę zalewało tysiące myśli. Zdecydowanie polecam ten genialny film, który wysunął się na czołówkę mojej listy ulubionych filmów. Pierwsze słowa do bliskich po filmie: „jeśli są tacy artyści, to znaczy że jest nadzieja”. (A propos nadziei: kiedy trzy lata temu byłam wolontariuszką na tym samym festiwalu filmowym, na którym teraz głosowałam razem z publicznością, w rozmowie z zagranicznym aktorem zgodziliśmy się że polskie filmy rzadko dają nadzieję – TU znajdziesz tamte refleksje). Do dziś na wspomnienie „Bożego Ciała” pojawiają się dwa słowa: NADZIEJA i ODWAGA.

Kilka dni po tegorocznym festiwalu wystarczyło, żebym zaczęła analizować swoje dotychczasowe momenty odwagi. I okazuje się, że trochę tego było. Na co dzień o tym nie pamiętam, i gdyby mnie ktoś zapytał czy jestem odważna, pewnie nie odpowiedziałabym jednoznacznie. Nie umiem też wybrać najbardziej spektakularnych działań wymagających odwagi. Kilka najważniejszych opisałam już kiedyś we wpisie „Egzamin (z) dojrzałości”. Ale pierwszy, który przyszedł mi do głowy odbył się na niwie zawodowej.

Kiedy odchodziła z pracy jedna z szanowanych przeze mnie kobiet – Jolanta Schmidt, podczas zebrania wstałam i mimo, że był to mój początek pracy w tej placówce i bardzo mi na tej pracy zależało, powiedziałam: „Jestem ogromnie przybita i chcę wyrazić swoje zaskoczenie, że placówka nie zadbała o dobre warunki pracy dla grup Pani Joli i „odpuszcza sobie” tak wartościowego nauczyciela i wychowawcę. Tracimy bezpowrotnie wielki skarb”.  Zapadła taka sama cisza, jak po projekcji „Bożego Ciała”, tylko nie odezwały się brawa, które zabrzmiały po filmie z gromkim udziałem moich dłoni. Bo i skala odwagi oraz mnogość refleksji zapewne wydają się inne.

Każdy kaliber odwagi kosztuje. I zwykle powoduje przełamanie schematu myślenia u innych. Czasami też czujemy bliskość z objawioną „prawdą”, na którą sami wydawałoby się nie mamy śmiałości. Jednak wszyscy mamy potencjał do bycia odważnym. Każdy ma też niedocenianą moc. Często boimy się z niej korzystać, ale to jej nie umniejsza.

Ostatnio życzę sobie mieć odwagę korzystać ze swojej mocy.

Coraz częściej myślę o mojej siwiźnie, jako o pięknie danym przez naturę na kolejny etap życia. Jeszcze nie wiem czy będę miała odwagę skorzystać z tego atrybutu dojrzałości. Ale coraz częściej nie robię makijażu i nie noszę niewygodnych części bielizny. Za to pozwalam sobie częściej na kolorowe, „hipisowskie” elementy stroju. To dlatego, że zmiany w myśleniu przekładają się na wygląd. Moja rewolucja trwa i jest coraz śmielsza. Ci, którzy znają mnie bliżej wiedzą jakie ma oblicza.

Może nie nazwałabym się rewolucjonistką,
ale z pewnością MAM TĘ MOC.

Ty też ją masz – posłuchaj:

Znam też nasz, polski, rewolucyjny odpowiednik (z lwią grzywą):

ŹRÓDŁO fotografii z lwem jako obrazek do wpisu