Napuszony styl na piąte urodziny

with 5 komentarzy
Nie wierzę. Kiedy spojrzałam na datę pierwszego wpisu na blogu tak właśnie pomyślałam: „nie wierzę”. A jednak. Fakty, a raczej daty mówią same za siebie. Od pięciu lat, mimo niepewności, lęku przed nazwaniem grafomanią ale też z wielką przyjemnością połechtanego ego – PISZĘ.  Piszę dłużej, ale od pięciu lat publicznie.

Wszystko zaczęło się w szkole podstawowej, ale nie byłam systematyczna w pisaniu pamiętnika. Potem jakieś nieregularne zapiski w czasie studiów, już na komputerze. Najbardziej lubiłam pisać ołówkiem. I to właśnie ten kawałek drewna z rysikiem skrobał po kartce zapamiętując najintymniejsze chwile.

Po czterdziestce ktoś polecił mi książkę „Droga Artysty” Julii Cameron i rozpoczęłam swoje randki artystyczne oraz systematyczne zapiski w pięknych zeszytach. Pierwszy zeszyt dostałam od przyjaciółki. Czekał do odpowiedniej chwili prawie dwa lata. Jest w nim dedykacja:

„Kochanej Izuni, na wieczną pamiątkę i na wieczną inspirację: toruńską i kaszubską. Pisz! – od Iwonki Toruń dn.06/07/13”

Inna, dobra dusza, którą nazwałam moją Niebieską Asystentką (Agnieszka), namówiła mnie na pisanie bloga w internecie. To dzięki niej, mogę swobodnie poruszać się w wordpress’ie i dodawać kolejne teksty okraszone muzyką. Dzięki wsparciu kilku osób (w tym ulubionej czytelniczce z Poznania – Adzie, oraz mojej teściowej Ziomce) i kursom MASZYNY DO PISANIA, powstają nie tylko wpisy blogowe, ale też kolejne opowiadania.

Jedno z opowiadań czekało na swój moment kilkanaście lat. Jest inspirowane prawdziwym wydarzeniem z mojego życia. To fikcja literacka, ale oparta na faktach. Dla mnie to ogromne przeżycie i to że publikacja zbiega się z urodzinami bloga, jest znaczące. Powstało przy okazji kursu „Zakochaj się w swoim bohaterze” z Martą Guzowską.

Ile musiało się wydarzyć, żeby ta historia została zapisana? Ile łez szczęścia i niemocy musiało spaść na kartki zeszytów? Ile słów otuchy od bliskich i dalszych trzeba było usłyszeć? Ile odwagi musiałam przywołać w sobie żeby dziś opublikować opowiadanie pt.LEONORA…

Od 1825 dni szlifowałam swój styl, żeby przygotować się na ten moment. Dowiedziałam się, że mój styl ma swoje blaski i cienie. Podobno jest napuszony. Od razu polubiłam to określenie. Mnie kojarzy się z puchem, czyli lekkością 😀  Wiem też że nie powinnam używać emotikonów. Ale dziś świętuję:💃

Z tej okazji, publikuję moje opowiadanie LEONORA i dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania (tym, którzy odnajdą się w opowiadaniu i tym, których tam nie ma)

I jeszcze niespodzianka urodzinowa
(dla mnie samej i dla wszystkich czytających mojego bloga):

od tej chwili
MOŻNA KOMENTOWAĆ WPISY 

ps. wszystkim czytającym i komentującym dedykuję moją ulubioną piosenkę mocy:

*źródło zdjęcia: Obraz Adina Voicu z Pixabay

 

5 Responses

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Leonorę -polecam wszystkim!

    • Aneta
      | Odpowiedz

      Nie podpisałam się przy poleceniu opowiadania. Robię to teraz: Aneta

    • IB
      | Odpowiedz

      Bardzo mi miło. Dziękuję za polecenie Aneta

  2. Jekaterina z Jekaterinburga
    | Odpowiedz

    Dowiedziałam się o tym opowiadaniu w niedzielę, pięć dni przed publikacją. Korciło mnie, by poprosić o autorkę o wcześniejsze przesłanie, bo tak samo jak nieziemsko byłam ciekawa, w jaki sposób ubrała tę historię w słowa, tak samo nieziemsko bałam się, że po spisaniu nie będzie miała takiej mocy, jak w rzeczywistości.
    Bo to historia na faktach, jak sama napisałaś. Znałam ją w wersji mówionej; ale sama wiem, jak trudno opowieści przelewa się na papier…
    Ty, moim zdaniem, zrobiłaś to znakomicie!
    Cudne opowiadanie, przeczytałam je już trzykrotnie i myślę, że na tym nie poprzestanę. Świetnie poprowadzona fabuła, retrospekcja, zwroty akcji, kompozycja klamrowa – wielkie brawa!
    A jak ktoś szuka napuszonego stylu, sugerując się tytułem wpisu, to niestety. Muszę rozczarować – tutaj go nie znajdzie. 🙂

    • IB
      | Odpowiedz

      Rzeczywiście ta historia inspirowana jest prawdziwym wydarzeniem z mojego życia i trudno mi nadal opisać słowami emocje i skutki tego doświadczenia. Jednak cieszę się, że w końcu zapisałam i opublikowałam to, co od kilku lat czekało na odpowiedni moment.

Zostaw komentarz