Opowieść PRZEDwigilijna

with Brak komentarzy

Dziewięć lat temu, dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia byłam w zupełnie innej rzeczywistości: inne miasto, inna praca a nawet inny stan cywilny, ale niezmiennie pisałam listy. Ten, był do przyjaciółki zza oceanu:

22.12.2010
Idę z pracy, zmęczona, z nosem przy ziemi, wlokę nogę za nogą marząc o szybko nadjeżdżającym autobusie.
Czekam na przystanku i myślę: „żeby choć jeden kawałek podjechać nie idąc w brei śniegowo-piaskowo-solnej”.
Wyglądam tak, jak się czuję – fatalnie. Smutna, przygarbiona, zatopiona pod czapką, z głową utkwioną w przytrzymywanym zimnymi dłońmi futrzanym kołnierzu.
Mija mnie jakaś postać. Odwraca się i przygląda.
Wraca.
– Idą, idą a tu anioł – powiada.
Udaję, że nie słyszę.
– Pani smutna. No tak: pogoda.
Nadal się nie odzywam, przypominając sobie, jak przez ubiegłe dni starałam się wszystkich dookoła przekonywać o pięknie zimowej aury.
– Wszyscy Polacy takie smutne.
Oj! Myślę sobie – albo „zawiany” albo nie stąd. Wytężyłam węch i stwierdzając brak odoru alkoholowego odbąknęłam:
– Po prostu zmęczona jestem.
Na co osobnik:
– Aaa, Pani czeka na bus?
– Tak
– Daleko?
– Daleko – kłamię.
– Dobra i choć minuta porozmawiać. A w domu pewnie mąż czeka?
– Czeka – czuję, jak rośnie mi nos Pinokia.
– Pewnie kolacja robi? Spagetti czy lasagne? Dobrze gotuje?
– Dobrze.
Przyglądam się kątem oka. Facet niewiele wyższy ode mnie. Faktycznie jakby trochę typ włoski.
– Może jednak Pani nie pojedzie do domu? Bus nie jedzie. Może na imprezę da się namówić? – wskazuje przeciwny do mojego kierunek.
– A może nie ma planów na sylwester? Ja szukam dziewczyna na sylwester – rok temu w Poznań też tak zaczepiłem, i wzięliśmy kontakt i poszła ze mną na sylwester. Pani ma plan na sylwester?”
– Tak, mam – zdobyłam się na lekki uśmiech.
– Oj, to szkoda. Szukam fajna dziewczyna: nie gruba, akurat taka jak Pani, bella… – gestem określa moje zalety figury.
Nadjeżdża autobus. Jeszcze krótkie przekomarzanie się, że może to nie mój „bus” i że może lepiej iść na imprezę.
Życzę miłych świąt, szampańskiej zabawy w sylwestra i zostaję ze swoimi myślami.

Najpierw pojawia się uśmiech.
Potem żal.
Szkoda, że ten świat pozbawił nas resztki złudzeń.
Z jednej strony refleksja: życie nauczyło nas, że jako kobiety mamy powody aby podejrzewać niebezpieczeństwo.
Z drugiej strony zdziwienie: z jaką pewnością mężczyźni „startują” do potencjalnych „ofiar”.
Z trzeciej strony żal, że ta świadomość zabija przyjemność nawiązania krótkiej rozmowy człowieka z człowiekiem.
Mam jeszcze galimatias w głowie, ale intuicja podpowiedziała mi dobrze – tego jestem pewna. Siedzę przed komputerem z gorącym kisielem „na smutki” i piszę do Ciebie.
Wolę sobie wyobrażać że to był prawdziwy, spontaniczny Włoch, o południowym temperamencie i nie chciał nic złego. I nie żałuję, że nie sprawdziłam jaka okazałaby się prawda.

Dziewięć lat później, kilka dni przed wigilią Bożego Narodzenia, w innym mieście, w pokoju „od morza”, z mężem w kuchni i muzyką w uszach, piszę list. Z życzeniami CUDnych chwil, nie tylko od święta.

 

*Obraz Lubos Houska z Pixabay