Subiektywny przewodnik po Toruniu

with Brak komentarzy

martowkaTen przewodnik będzie emocjonalny. To miejsca, które pokazałabym jako ważne dla mnie.

Najbliższa sercu dzielnica Torunia, która jest bogata w stare kamienice to dzielnica mojego dzieciństwa – Bydgoskie Przedmieście. To ulicą Słowackiego wędrowałam często z maleńkimi skrzypcami, które wydawały się większe ode mnie. Ulice: Mickiewicza i Krasińskiego no i przede wszystkim moja ulubiona Konopnickiej… prowadząca najczęściej do parku. Zapach sosen prowadził nad Martówkę, gdzie trzeba było koniecznie stanąć przed „schodami do nieba” i marzyć…

Budynek dawnej szkoły muzycznej w której spędziłam 12 lat, od niedawna cieszy oko, choć przez wiele lat mijając rozsypującą się kamienicę wzruszałam się do łez. Przed oczami stawały twarze nieżyjących już bliskich muzyków: Kasi Cąbrowskiej, Zosi Nowakowej i Wiesia Liseckiego. Do dziś w ułamku sekundy mogę przywołać dokładny obraz od drzwi wejściowych po czwarte piętro, każdej z sal, „świetlicy” a szczególnie auli, która dziś wydałaby się maleńka. Czuję zapach kalafonii, parkietu i dermy wygłuszającej każde drzwi. Słyszę echo pochodów gam na fortepianie, zgrzyt tercji na skrzypcach i pojedynczo strzelanych z wysiłkiem dźwięków na „blachach”. W portierni uśmiech z zapachem kawy i dzwoniący przy kluczu numerek sali w której można było poćwiczyć.

(Przy okazji krótka refleksja. Często czułam bunt: dlaczego czas nie sprzyja podtrzymaniu dobrych tradycji? zaciera ślady, bezpowrotnie zmienia rzeczywistość? Teraz już akceptuję zmiany, bo wiem że są nie do uniknięcia.)

Kilka z miejsc, które chciałabym pokazać już nie istnieje (a przecież żyję dopiero… ech…) np. baseny WODNIK i JORDANKI które cieszyły latem wszystkie dzieciaki. Na szczęście są miejsca, które odnowiono, ale nadal zachowały swojego „ducha” i miejsce. Teatr Wilama Horzycy, Baj Pomorski oraz (oczywiście!) cudnej urody STARÓWKA. Empik z sąsiadującym „Lenkiewiczem” trochę odmienione, ale w tym samym miejscu. Po spacerze zapadniesz się w fotelu planetarium. A o mojej 15-letniej pracy obok Dworu Artusa opowiedziałabym na Rynku sącząc koktajl przy akompaniamencie Zwierzaka. Jeszcze tylko zapach Wisły na Bulwarze, gdzie niezmiennie całują się zakochani i zabieram Cię dużo dalej…

Jest takie miejsce, gdzie można zobaczyć spełnienie marzeń w najczystszej postaci. Zielono-niebieska wolna przestrzeń, odgłos silnika zapowiadający dobry wiatr dla… szybowców. Lotnisko. Nadal marzę o locie, ale codziennie będąc w moim gniazdku na dachu Torunia wypatruję tych, którym dopisało szczęście. Jest ich więcej niż kiedyś – dołączyli do nich motolotniarze.

To tu, na koniec zaprosiłabym Cię po spacerze na toruńskie pierniki – na dziesiąte piętro, z którego widać najwięcej. Nie tylko Toruń, ale także odpowiednią perspektywę.

 

*Ten wpis to moja odpowiedź na wyzwanie: w ostatni dzień lipca, na spotkaniu autorskim z ust Kariny Bonowicz padły słowa:
„Chętnie poznałabym inny subiektywny przewodnik po Toruniu”
Karina Bonowicz jest autorką przewodnika po moim kochanym mieście: „Co ma piernik do Torunia”.

torun