Bielicka? Branquinha!

with Brak komentarzy
5 de maio de 2026 – *Dia Mundial da Lingua Portuguesa. Taki napis zastałam na tablicy szkolnej, gdzie spotykam innych „etranżerów” aby uczyć się języka portugalskiego.

W naszej grupie jest Angielka, Hawajka, Niemka, Polka, Norweg i małżeństwo francuskie. Jestem też ja, która rozpoczynając przygodę z tym językiem, jeszcze w Polsce, z wielkim entuzjazmem zaczęłam szybko przyswajać pierwsze słowa z książki Beaty Pawlikowskiej „Blondynka na językach – portugalski”.  Nie zwróciłam uwagi na flagę na okładce. Okazało się, że uczę się portugalskiego brazylijskiego, a chcę mówić w języku jakim posługuje się Portugalia na kontynencie europejskim. Jakież było moje zdziwienie i zarazem rozczarowanie, bo do tej pory melodia wersji brazylijskiej podoba mi się bardziej.

Po sześciu latach mieszkania na wyspie portugalskiej przekonałam się, że równolegle z dwoma podstawowymi wersjami portugalskiego istnieją jeszcze lokalne odmiany tego języka. I tak jak urodzonemu w centralnej Polsce będzie trudno zrozumieć Kaszuba czy Ślązaka, tak tutaj mieszkaniec Madery krzywi się na gwarę azorską i z wyjątkową cierpliwością wsłuchuje się w brzmienie słów mieszkańca Alentejo.

Jednak dla wszystkich Portugalczyków istnieją wyrazy, które cenią jednakowo i które wymawiają z podobnymi emocjami. Dziś zapytałam naszą professorę, o jej ulubione słowa w języku portugalskim. Bez wahania odpowiedziała: mãe – mama, saudade – tęsknota, coração – serce i alma – dusza.

Kiedy pytanie wróciło do mnie, zdałam sobie sprawę, że moja odpowiedź z czasem się zmieniła. Kiedyś lubiłam słowo nostalgia które pisze się tak samo po polsku, ale wymawia się po portugalsku „nostalżija”. Dziś wybrałam słowa esperança – nadzieja i calma – spokój, choć od zawsze i na zawsze najbardziej ulubionym zostaje música.

Uwielbiam nasze lekcje języka, bo są pełne opowieści. Jesteśmy ciekawi siebie, naszych historii i informacji dotyczących kultur naszych rodzimych miejsc na ziemi. Do tej pory mam kontakt z przepiękną Malgaszką, z którą dzieliłam stolik w szkole przez trzy lata. Niestety opuściła wyspę, ale zapadłyśmy sobie do serca i korespondujemy ze sobą mieszając angielski z portugalskim.

Wprost przepadam za francuskim małżeństwem o imionach: Monique i Jean-Michel. Ona – psycholog, on – psychiatra, oboje po siedemdziesiątce. Wieczni żeglarze, jeszcze niedawno przyjeżdżali do szkoły na motorze. On nadal pisze artykuły naukowe, ona dba o niego i jest zawsze uśmiechnięta. Podpowiadamy sobie na lekcjach i doprowadzamy do salw śmiechu. Tylko dzięki nauce portugalskiego możemy się porozumiewać, bo oni nie znają angielskiego, a ja – francuskiego.

Jeszcze nie myślę i nie śnię po portugalsku, ale podstawowej znajomości tego języka zawdzięczam wiele: nowe relacje, niezależność, uśmiechy na twarzach „profetas” (rdzennych mieszkańców wyspy), imię jednej z naszych kotek, coraz częstsze zaproszenia na biesiady Portugalczyków (umiem już śpiewać ich wersję „sto lat”). Wykreowałam też odpowiednik mojego polskiego nazwiska po portugalsku: Branquinha (od „branco” – biały i zdrobnienia, które uzyskujemy przez dodanie końcówki – inha). Okazało się, że jego brzmienie przypomina słowo „braguinha” – a to nazwa tradycyjnego, maderskiego instrumentu, na którym uczę się grać.
*Dia Mundial da Lingua Portuguesa – Międzynarodowy Dzień Języka Portugalskiego.

Zostaw komentarz