Sabina.

with 2 komentarze
To nie jest ani pierwszy, ani ostatni mój list do M. Jeden z nich, znalazłam dziś nad ranem zapisany jako prywatny i nieopublikowany wpis blogowy. Dodam go, jako załącznik do tego, który właśnie piszę – w dzień po JEJ imieninach. Wczoraj wybrałam się nad ocean, aby ucieszyć się z tego imienia, kiedy znajoma jako jedyna do tej pory zareagowała zachwytem słysząc jego brzmienie.

Kilka dni temu, to ja wpadłam w podobny zachwyt słysząc imię WANDA. Ktoś opowiedział mi piękną historię kobiety o tym imieniu i teraz czekam, aż ją opisze. Wanda była nauczycielką w rosyjskiej szkole na Syberii. Wyglądała na dziewięćdziesiąt lat, a jednak szła korytarzem szkolnym wyprostowana jak struna. Z misternie wykonanym makijażem, włosami ułożonymi w finezyjne fale, w kolorowej sukience i butach na wysokim obcasie nadpłynęła wśród fali uczniów  do młodej polki, która miała się z nią spotkać, aby porozmawiać o wspólnym zawodzie. Kiedy ich oczy spotkały się nad głowami dzieci, młoda kobieta zasypała starszą komplementami. Odpowiedź Wandy zabrzmiała jak usprawiedliwienie: „Jestem żoną oficera.” Potem okazało się, że ten polski oficer nie żył od trzydziestu lat.

Ta młoda polka jest moją przyjaciółką i pisarką, która daje mi się czasem namówić na zapisywanie swoich kolejnych wspomnień z Syberii. Tym razem też zgodziła się opisać historię spotkania kobiety o legendarnym imieniu. Kiedy podzieliła się ze mną pomysłem na tytuł swojego tekstu, natychmiast wyświetlił mi się przed oczami napis: WANDA. Kropka. Owszem, to była nauczycielka, oraz żona oficera, ale jej imię mówiło najwięcej o niej. Niezależnie co o niej pomyślimy to nasze, ale ona od momentu nadania jej imienia przez rodziców stała się WANDĄ.

Tak jak moja M. stała się SABINĄ. Kropka. Sabina nie przepadała za swoim imieniem. Dla mnie nie była Sabiną. Dopiero kiedy zaczęłam pisać do niej listy uświadomiłam sobie, że ma imię, choć nigdy go nie wymieniam. A przecież dopiero wypowiadając jej imię, zaglądam za zamknięte drzwi ogromnej tajemnicy. Po imionach Wandy i Sabiny jest kropka. To zamknięte historie, o których nie dowiemy się już niczego więcej, poza wspomnieniami tych, którzy je znali.

A mnie pozostało już tylko pisać kolejne listy, tak jak ten, który dziś przestaje być prywatny: „Moja droga M.”

Inne wpisy o mojej mamie:

Krótka historia namiętności

List

Nic strasznego się bać

Dzień Matki

2 Responses

  1. Syberyjska Dziewczyna
    | Odpowiedz

    Chyba nie jestem w stanie odnieść się do tekstu, bo… Właśnie spełniłaś jedno z moich skrytych marzeń i teraz zamiast pisać ładny komentarz, rozkoszuję się uczuciami i emocjami, które z tego płyną! :))))

    Ciekawe, czy zgadniesz, o jakie marzenie chodzi.

    • admin
      | Odpowiedz

      Myślę, że zgadłam, ale nie ośmielę się napisać…
      Ja też mam uczucia i emocje… przecież wiesz…
      Lepiej będzie jak sama uchylisz rąbka tej tajemnicy – czekam tu, pod Twoim komentarzem Syberyjska Dziewczyno
      ps. co z WANDĄ.?

Zostaw komentarz